Bubę B. Kuyateh poznałem w Café Baobab, senegalskiej klubokawiarni na mojej ulicy Francuskiej w Warszawie. Odkąd „Baobab” istnieje, a będzie to już dziesięć lat, na Saskiej Kępie zaczęli pojawiać się warszawscy Afrykanie. Senegalczycy, Gambijczycy, Malijczycy, ale i Nigeryjczycy, ludzie z Mauritiusa i wielu innych stron Afryki. Pięć, może cztery lata temu, latem w weekendy Aziz (właściciel miejsca) zaczął organizować afrykańskie koncerty uliczne.
Jako sąsiad chętnie witałem te spotkania najpierw jako słuchacz, a wkrótce także uczestnik tych muzycznych spotkań. Dla nich odkurzyłem...