Wychowałem się na makatkach. Były w niezliczonej ilości miejsc, jako ważny element tekstu, rysunku, czyli całej życiowej treści. A te były sto procent trafione i prawie zawsze z życzeniami wszelkiej pomyślności i dostatniego życia. I czy to było "smacznego", czy "dobrego dnia", czy puszczenie oczka do małżeńskiego szczęścia, to zawsze i wszędzie kojarzyło mi się z takim zastygłym na wieczność makatkowym dobrobytem i uśmiechem. A do tego niezliczona ilość fruwających gołębi, serduszek i wijących się róż - takie makatkowe szczęście.
Przed Wami Domowe Melodie z całym tym...