Był sobie kiedyś niewielki hotel nad morzem. Drzewa pinii osłaniały go przed zimnym, północnym wiatrem. Południowa ściana nawet zimą smakowała solą i upałem. W wielkich oknach i drzwiach balkonowych odbijały się morskie fale. Morze jak rozgwieżdżone, nocne niebo, brało w objęcia niewielką, kamienistą plażę u podnóża hotelu. To tam się wszystko zaczęło.Piękna, młoda kobieta. Przy recepcji. W obcisłej, granatowej sukience. Płaskie, białe sandały. Dwie duże walizki. Biała torebka. Duże, ciemne oczy. Niecierpliwe dłonie. Elegancki zegarek.Malutki pokój hotelowy. Jak cały świat....