
Éric-Emmanuel Schmitt - Callas, moja rywalka(2025) | Powieść |

Enzo Ponzi, mediolański przewodnik, zarażony przez dziadka miłościądo opery, oprowadzając wycieczki zawsze wprowadzał je do La Scali.
Gdy pewnego razu spotkał tam Carlottę Berlumi, starą śpiewaczkę operową, którą znał i kochał jego dziadek, zaintrygowały go jej pełne złości i jadu uwagi o Marii Callas (którą on sam uwielbiał). Zaczął z nią rozmawiać i tak poznał życie Carlotty, i dowiedział się, co łaczyło ją z Callas.
Dla obu śpiewanie było pasją i celem życia, obie były sopranistkami, obie podobały się publiczności - ale każda z nich była inna. I tak o jednej zapomniano jeszcze za jej życia, a o drugiej, niemal 50 lat po jej śmierci, wciąż pamiętamy.
Lubię twórczość Érica-Emmanuela Schmitta - małe, literackie perełki.
Opowiada historie ciekawe i niepowtarzalne, jakich nikt inny nie pisze; krótkie, ale poruszające, budzące wiele emocji i pytań.
Jest też miłośnikiem i znawcą opery, która "... jest ucieleśnieniem namiętności, emocji, przepychu, patosu, płomiennego szaleństwa."
Greczynka Sophie Cecelia Kalos, po mężu Meneghini, czyli Maria Callas żyła w latach 1923 - 1977.
Śpiewaczka operowa o międzynarodowej sławie, obdarzona sopranem dramatycznym, głosem trzyoktawowym, o niespotykanej barwie i wielkiej sile. Śpiewająca z niezwykłą ekspresją i oddająca w śpiewie wszelkie emocje.
"Śpiew Callas był piękny. Nieznośnie piękny. Giętki, porywisty, lekki, pogrążał widzów w rozpaczy i jednocześnie służył za pociechę. Pobudzając, koił, ponieważ ucieleśniał życie w całym jego rozmachu i kruchości. Głos Callas, mocny i zarazem poraniony, łączył w sobie ludzką siłę i bezradność.”
Nazywano ją „primadonną stulecia” i La Divina czyli „Boska”. Była primadonną La Scali w Mediolanie i Metropolitan Opera w Nowym Jorku.
I nie tylko śpiewała - ona grała, jak aktorka, z wielką pasją tworząc niezapomniane kreacje - czego inne śpiewaczki nie umiały lub robić nie chciały.
Była to prawdziwa rewolucja - co nie każdemu przypadło do gustu.
Ta książka jest między innymi o tym, jak świat opery przyjął takiego rajskiego ptaka jakim była Maria Callas, jak ją postrzegano i jakie uczucia budziła - od zachwytu po świętą zgrozę.
Po przeczytaniu nie byłam zachwycona i uznałam tę książkę za trochę dziwną - nie tego się spodziewałam ...
Ale ... nie sądzę, by ten pisarz pisał, "co mu ślina na język przyniesie", musiał mieć swój cel i zamiar pisząc właśnie tak.
Toteż przeczytałam drugi raz, zastanawiając się niemal nad każdym zdaniem.
I myślę, że ta książka to kolejne studium natury ludzkiej.
Pokazanie jak przyjmujemy NOWE - z zachwytem (bo to takie nowe, takie inne, takie ożywcze!) lub z wrogością (bo jest inne niż to, co znamy, obce i komu to potrzebne?), jak niechętnie zmieniamy swoje przekonania, jak ciężko jest zaakceptować własną niedoskonałość, a jak łatwo oskarżyć rywalkę o działanie na naszą szkodę i obwiniać o WSZYSTKIE nasze niepowodzenia.
Czy bycie tą najlepszą ze wszystkich jest aż tak ważne, bez względu na cenę? Czy warto rywalizować w zapiekłej złości i zazdrości, bez trzeźwego spojrzenia na całokształt?
A nie lepiej byłoby po prostu cieszyć się życiem robiąc to, co umiemy najlepiej, co jest naszą pasją?
Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania tej książki dziękuję Pani Bognie Piechockiej z PRart-Media oraz Wydawnictwu Znak Literanova.

2 lipca 2025, środa