
Karolina Morawiecka - Podwójny wstrząs(2026) | Sensacja |

Część I serii, "Potrójny blef", kończy się nader dramatycznie.
19 czerwca 1932 do Żubrynówki zadzwoniła hrabina Teodora Pierzchowska, z Cianowic, z prośbą o pomoc w nieszczęściu. Niestety, tak płakała, że w ogóle nie można było zrozumieć czy chodzi o to, że panicz zaginął, czy, uchowaj Boże! - zginął ...
Naturalnym więc jest, że część II serii zaczyna się w tym momencie, w którym przejęty profesor Żubrzyński spieszy z pomocą do Cianowic. Nie sam - zabrał ze sobą Konstancję Tatarewiczównę, bo wysoko cenił jej wybitny umysł i medyka, Dionizego Porckolanko, którego poprosił o interwencję medyczną. Tak na wszelki wypadek, bo nieszczęście jakie zdarzyło się w Cianowicach mogło być równie dobrze wytworem kobiecej histerii, jak i wiązać się ze zbrodnią ...
I okazało się, że z dużej chmury spadł mały deszcz - panicz naprawdę zaginął, ale szczęśliwie właśnie został znaleziony cały i PRAWIE zdrowy ...
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Nie na długo ...
3 lipca zmarła hrabina Maria Wacława Woy-Mścisławska, właścicielka Cianowic. Był to wielki wstrząs dla rodziny i wszystkich obecnych, bo nic, ale to nic nie wskazywało na to, że mogłaby umrzeć właśnie teraz ...
A kilka dni później zginął tragicznie jej wnuk, panicz Zbigniew. Znaleziono go pod urwiskiem, z którego musiał spaść - ot, nieszczęśliwy wypadek, bywa ...
Ale Konstancja, Dionizy i komisarz Ewaryst Grzebinoga mieli różne wątpliwości i to samo wrażenie - obie te śmierci i ich okoliczności są zbyt teatralne by uznać je za naturalne ...
Czytając, czułam się tak, jakbym - parafrazując słowa piosenki Urszuli Sipińskiej - weszła w świat z seansu w starym Iluzjonie, świat w zupełnie starym stylu, gdzie w świetle świec ktoś grał na klawikordzie, jeździły automobile, stawiano pasjanse, a bal trwał aż do białego świtu.
Bo wątek kryminalny, niewątpliwie ciekawy, skomplikowany i niełatwy do rozwiązania - to jedno oblicze tej historii.
A drugie - to będący tłem wydarzeń i prowadzonego śledztwa świat, którego już nie ma. I który właśnie wtedy mocno się zmieniał, było coraz więcej nowinek technicznych i zmian w obyczajach. Pojawiły się domowe lodownie, panie mogły palić papierosy, zajadano się niedawno wymyślonym pischingerem. Tworzył, zwany galicyjskim Gaudim, architekt Teodor Talowski, w Warszawie montowano, Fiaty 508 i od kilku lat działała kobieca Brygada Sanitarno-Obyczajowa pod komendą Stanisławy Paleolog.
Ale wciąż kobiety nie mogły realizować się na równi z mężczyznami.
Choć Konstancja wiedziała, co chciałaby w życiu robić - prowadzić śledztwa i łapać przestępców - nie mogła. Konwenanse i obyczajność były ważniejsze, niż jej zdolności, szczerze podziwiane nawet przez mężczyzn.
Znakomita książka!
Jest plastycznym obrazem czasu dwudziestolecia międzywojennego, z takimi szczegółami jak nazwy papierosów i leków. Warto też zwrócić uwagę na różnice między wtedy a teraz, choćby w kwestii poglądów na to co jest zdrowe.
Sprawdzałam, na bieżąco, różne interesujące mnie sprawy: jak wyglądał Witold Conti, co zaprojektował Talowski, gdzie są i jak wyglądają dziś Cianowice itd. - i cieszy mnie ta wiedza.
No i jak zawsze u tej autorki - nie ma tu brutalności czy widowiskowego rozlewu krwi. Za to liczy się myślenie, logika, zauważanie i łączenie faktów. Tak lubię.
A zakończenie tym razem jest takie, że PRAWIE nic się nie kończy!
Mam nadzieję, że oznacza to, iż ciąg dalszy kiedyś nastąpi ...

8 kwietnia 2026, środa