
Joanna Parasiewicz - Dziewczyna z jeziora(2026) | Sensacja |

Na każdą powieść Joanny Parasiewicz czekam z niecierpliwością. I z pewnością, że będzie to udana lektura. Zastanawiam się jedynie, co nowego autorka przygotowała i czym mnie zaskoczy. Tym razem były to klimaty charakterystyczne dla thrillerów i kryminałów, chociaż – jak zawsze – pisarka stworzyła prozę nietuzinkową, intrygującą i zachwycającą zarówno treścią, jak i formą oraz stylem.
Akcja nie płynie tu linearnie – rozgrywa się na kilku płaszczyznach czasowych, od drugiej wojny światowej po połowę lat sześćdziesiątych.
Wspólnym mianownikiem jest miejsce – Mazury, czyli dawne Prusy Wschodnie. To tu ponad pół wieku temu przyjeżdża trzech młodych mężczyzn. Mają zbadać dno położonego w Gierłowskim Borze jeziora. Liczą na jakieś archeologiczne odkrycia i rozrywkę, tym bardziej, że wkrótce mają do nich dołączyć dziewczyny.
Nocny spacer jednego z młodzieńców kończy się jego zaginięciem. Zanim chłopak przepadnie, spotka w lesie piękną, zjawiskową dziewczynę. Od tej pory nie będzie potrafił wyrzucić jej z pamięci…
Wkrótce w okolicy znikają także wysoko postawieni urzędnicy i dopiero wtedy milicja zostaje postawiona na nogi. Nie wiadomo, co łączy te dziwne zaginięcia. Pewne jest jedno – wszyscy mężczyźni byli widziani w pobliżu jeziora.
Sprawą zajmuje się sierżant Rotysław Skory, który jest niezwykle ciekawą i intrygująca postacią. Jego dziwactwa bardzo utrudniają mu codzienne życie i początkowo mogą nawet bawić, ale gdy poznamy ich źródło, zaczynamy spoglądać na tego bohatera z innej perspektywy.
Ciekawych bohaterek i bohaterów tu nie brakuje. Można powiedzieć, że każdy ma swoją mniejszą lub większą historię, niezmiennie interesującą i niejednoznaczną, często otoczoną aurą niedopowiedzeń i tajemnic.
Co z tym wszystkim wspólnego mają wydarzenia z 1950 roku? Z okresu drugiej wojny światowej i tuż powojennych czasów?
Te pytania niezmiennie towarzyszą nam podczas lektury, aż w pewnym momencie wątki zaczynają się krzyżować i łączyć. Zanim to jednak nastąpi, musimy uzbroić się w cierpliwość. Przyznam, że nie jest to łatwe, bo akcja tak wciąga, że odwraca się kartki jak w czytelniczym amoku. Chce się jak najszybciej poznać finał, próbuje się samodzielnie rozwiązywać zagadki… I gdy nawet już nam się wydaje, że wszystko wiemy, wciąż śledzimy wydarzenia z niepokojem, bo Joanna Parasiewicz okazała się mistrzynią suspensu.
Zakończenie zaskakuje. I bardzo mi się ono spodobało, bo jest wyjątkowe. Nie mogę, oczywiście, napisać, na czym polega ta niezwykłość – sami musicie się przekonać.
„Dziewczyna z jeziora” to powieść, której nie da się jednoznacznie zaklasyfikować. Obok realizmu występują tu elementy nadprzyrodzone, a autorka wspaniale wykorzystuje legendarne motywy. Jednocześnie – jak zawsze – z wielką znajomością tematu opisuje historyczne realia, oddając klimat i wojny, i powojennych lat.
Ważną rolę pełnią opisy przeżyć wewnętrznych postaci. Ich psychologizm pozwala poznać motywy podejmowanych decyzji, ale i przyczyny różnych stanów, na przykład zagubienia, alienacji, samotności, marzeń… Portrety bohaterek i bohaterów, nawet epizodycznych, to jeden z największych atutów fabuły. Mimo fikcyjności wzbudzają one gamę emocji. Na mnie największe wrażenie zrobili Maruszka, dziewczyna pracująca podczas wojny w kuchni Wilczego Szańca, oraz wspomniany milicjant Skory. Obok żadnej postaci nie przeszłam jednak obojętnie.
„Dziewczyna z jeziora”, mimo iż dużo w niej tajemnic i sensacji, nie jest powieścią, która tylko podnosi czytelniczą adrenalinę. To proza wzbudzająca refleksje i na pewno można ją odczytywać na bardzo różnych poziomach. Każdy ma szansę znaleźć w niej coś dla siebie – i to kolejna zaleta.
Do wielkich plusów zaliczam też dopracowany styl i dbałość o polszczyznę – bez względu na to, czy czytamy liryczne, czy dosadne fragmenty, język jest misterny, dostosowany do okoliczności, co wypada naturalnie, przekonująco. Podobnie jak sąsiedztwo powagi z komizmem, nieraz zabawionym wisielczym humorem, groteską, ironią.
Nowa powieść Joanny Parasiewicz to zaproszenie do niezwykłego świata – warto do niego wkroczyć. Trzeba tylko pamiętać o jednym – ta książka wciąga jak wir, więc dobrze zarezerwować sobie na nią czas (albo nastawić się na zaczytaną, nieprzespaną nockę - coś o tym wiem ).
BEATA IGIELSKA

6 maja 2026, środa